„Chef’s Table” czyli jak znielubić swoją dietę…

Jest 22:30, kiedy siadam do tego tekstu. Właśnie zjadłem znaczących rozmiarów pizzę z typowej telefonicznej pizzerii, jakich w Gdańsku – i każdym polskim mieście – pełno. To nie jest jedzenie, to karma, pasza dla ludzi. I jest w tym ucieleśnienie ironii, że pożerałem ją oglądając najlepszy dokument kulinarny, jaki kiedykolwiek powstał. 

Poezja na talerzach

Chef’s Table to produkcja Netflixa. Pojawiają się już głosy, że ten portal powinien sponsorować nasz podcast i – cholera jasna – absolutnie się zgadzam. Ale nie może być inaczej – Netflix jest zjawiskiem na polskim rynku absolutnie bez precedensu. I w departamencie dokumentów również nie zasypia gruszek w popiele. Minęły bowiem lata od kiedy oglądałem dokument nie z obowiązku – bo temat społecznie nośny, bo wypada – ale z autentycznego zaangażowania. Wierzcie lub nie, ale nawet popuściłem ze dwie łzy w niektórych odcinkach.

Koncepcja tego serialu dokumentalnego jest prosta – przyjrzeć się kucharzom, którzy stworzyli restauracje niepowtarzalne, zasłużenie figurujące na liście najlepszych lokali świata, uhonorowanych co najmniej dwiema gwiazdkami Michelin lub – gdy w danym kraju gwiazdek nie dają – wspominanych jako kulinarne odkrycia swych czasów w innych przewodnikach. Każdy epizod dotyczy jednego szefa kuchni i prowadzi nas przez jego największe dokonania, momenty definiujące życie i potrawy, które przeniosły go (lub ją) na karty historii kulinariów świata. W każdej innej sytuacji byłby to być może interesujący serial, może nawet kluczowy dla kulinarnych entuzjastów, ale w tym przypadku jest to dzieło dla każdego. Netflix bowiem nie szczędził talentu i środków – serial jest arcydziełem pracy kamery, ekspozycji dań i swoistym know-how subtelnej kamery w kuchni. Jest dziełem absolutnym dla znawców i miłośników wysublimowanych kulinariów, a dla ciekawych technik dokumentalnych jest skarbnicą wiedzy o pokazywaniu tej kapryśnej i wymagającej sztuki. Jest – z jednej strony – epicką podróżą po kuchniach współczesnego świata, a z drugiej – technicznym majstersztykiem i wzorem dla dokumentalistów.

Temat dania jest oczywisty, ale smak… pozostaje tajemnicą.

Mnie bardziej jednak kręci temat, czyli kulinaria. Pierwszy sezon zaczyna się kameralnie, ot – skromny szef kuchni z malutkiej restauracji w Modenie. Macie pełne prawo nie wiedzieć kim jest Massimo Bottura, to pewne. Macie nawet prawo nie wiedzieć, dlaczego właśnie w Modenie trzy gwiazdki Michelin są czymś absolutnie wyjątkowym i niespotykanym. Ale własnie tym niewytrenowanym okiem spójrzcie na wynalazki Massimo. Na Ziemniaka, który stanie się truflą, na Zająca w lesie i pozwólcie, by nienaganna praca kamery, klasyczna muzyka Verdiego i narracja samego artysty odebrała Wam głos i napędziła śliny do ust. Massimo bowiem ośmiela się wchodzić w dyskusję z jedną z najbardziej tradycyjnych i konserwatywnych kuchni świata, z samym sercem, z samą ideą włoskiego gotowania.

Serial jednak podkręca tempo i na drugie danie daje Wam coś znacznie dynamiczniejszego. Poznacie Dana Barbera z USA i jego absolutnie organiczną kuchnię. Prześledzicie losy genialnego szefa kuchni, który w odmętach swego perfekcjonizmu powoli odkrywa cały ekosystem, który musi stworzyć i utrzymać, żeby zapewnić bezkonkurencyjną jakość dla składników, z jakich tworzy swoje arcydzieła. Kamera zajrzy zza kulisy splendoru i pokaże Wam również ciemne strony skucesu – Dan desperacko balansuje na granicy pracoholizmu i normalnego życia. I choć rezultat zapisuje go na stałe w annałach historii, jego rodzina może mieć na ten temat inne zdanie. Oto kuchnia Blue Hill Restaurant, w całości oparta o filozofię organicznych składników, hodowanych na farmie Dana oraz w dobrach jego precyzyjnie dobranych dostawców.

Słoweński akcent – fenomenalna Ana Ros.

Każdy odcinek Chef’s Table to niesamowita przygoda. Twórcy dostrajają obraz do osobowości, którą przedstawiają. Neurotyczność Dana Barbera aż wyziera z ekranu. Śledząc historię Niki Nakayamy, poczujecie jej dojmującą niepewność, by wreszcie osiągnąć spełnienie znakomitej restauratorki. Rdzenny Patagończyk Francis Mallman zabierze was w otchłanie dzikiej Ameryki Południowej, gdzie doznacie niepokoju geniusza wiecznie szukającego i zrozumienie dlaczego wielki artysta musi być w dużej mierze egoistą. Kamera nadąża za klimatem, wprowadzając nas w intymne szczegóły warsztatu, podczas gdy celne pytania autorów serialu wyciągają z bohaterów clou ich kulinarnych doświadczeń.

Pokochałem ten serial nie tylko ze względu na zdumiewające piękno obrazowania i na olśniewający pietyzm techniczny. Choć do obejrzenia pierwszego epizodu skłoniła mnie sympatia do zacnego jedzenia, zostałem z powodu niesamowitego dramatyzmu. W oczach kamer ci niesamowici artyści są bowiem zupełnie zwyczajni. Kiedy opowiadają o porażkach, dylematach i trudnych momentach życia, można to spokojnie odnieść do siebie. W którymś z niezwykłych obrazów znajdziecie na pewno archetyp zbliżony światopoglądowo do swych doświadczeń. Okazuje się, że najlepszą kuchnię świata tworzą ludzie napędzani tą samą pasją co my, a nie jest to konkluzja banalna!

Punkrockowy nonkonformista staje się rewolucją brazylijskiej kuchni. Alex Atala.

Jest coś niesamowicie ożywczego we wniosku, że obiektywnie najlepsze kuchnie świata narodziły się z uczuć tak niesamowicie bliskich nam wszystkim. U wielu szefów kuchni znajdziecie wśród motywacji niezgodę na wtórność i obsesyjne dążenie do perfekcji. U wielu z nich to chęć doprowadzenia dziecięcych doznań do poziomu światowej sensacji. U innych wreszcie jest to wreszcie szalona nuta talentu, dzięki życiowym zakrętom doprowadzona do poziomu swobodnej kreacji. Tu szczególnie zapadł mi w pamięć przykład Granta Achatza, który z pasją i wręcz agresją rzuca w ekran emocjami, bo ma poczucie bycia więzionym przez konwenanse twórców zastawy stołowej. Inspiruje go płótno, inspiruje go skala, więc chce gotować tak, by cała sala jego restauracji była jego talerzem. I robi to.

Dla mnie oznacza to absolutną zmianę paradygmatu. Najlepsze restauracje świata były dla mnie bowiem niczym więcej niż zmową możnych, snobistycznym spiskiem ku autosupremacji. Nie wierzyłem, by łosoś w mojej ulubionej knajpie (lub z mojej własnej, utalentowanej patelni) był gorszy niż w restauracji Magnusa Nilssona, człowieka ośmielającego się na epickie gotowanie gdzieś na szwedzkim „wygnajewie”,  z dala od cywilizacji. Ale już teraz wiem, że to nie zmowa elit. Magnus bowiem poświęcił spory kawałek życia, by oddać hołd temu kawałkowi różowej ryby. Ośmielił się odrzucić kompromisy i złożył ofiarę z geniuszu, którą pewne gremium doceniło, honorując go nagrodami i wyróżnieniami. Dzięki Chef’s Table miałem okazję wejrzeć w psychologię najlepszych i zrozumieć, że faktycznie takimi są. Nie z powodu cen w ich menu, ale z powodu pasji. Jedno bowiem ich łączy, od spokojnego i skromnego Bena Shrewry z Australii, do podstarzałego punkrockera z Brazylii, Alexa Atali – zapłacili cenę lat, krwi i zdrowia, by zgłębić tajemnicę postępowej, pięknej, zdumiewającej kuchni. I szczerze pragnę choć raz odwiedzić ich lokale, by zrozumieć, by zasmakować ich geniuszu. Tak potężny jest ten serial.

 

O Szymon

… And that’s not even his final form! Szymon Urbanowicz, na co dzień szkoleniowiec z obszaru IT, spędza wolny czas konsumując multimedia. Nie po równo! Najwięcej pasji dają mu komiksy, ale filmy, książki i gry (w każdej formie) nieustannie depczą obrazkom po piętach. Otarł się o dziennikarstwo, w tym radiowe, pracę w szkole (jak na grzecznego polonistę przystało), ale szczęście znalazł w andragogice. Sympatyk planszówek, marvelowy fanboj, postara się, by żaden warty poruszenia wątek okołokomiksowy nie został przez ekipę pominięty. Będzie wtrącał się do tematów ekranizacji i egranizacji. A że również o filmach ma co nieco do powiedzenia…
Tagi , , , , .Dodaj do zakładek Link.
  • Żarłok Tv

    Muszę to obejrzeć!!